Kryzys często wnosi nową energię, pokazuje jak i czy nam na sobie zależy. Kryzys pojawia się na różnych etapach związku, bo przecież nie da się cały czas przymykać oko na wady drugiej osoby. Zgłaszają się do mnie m.in. osoby, kt óre mówią o problemach w relacji dotyczą cych trudności z bliskości ą, zaangażowaniem się, z
Źródło: Dmytro Surkow/ShutterstockNiestety, większość intymnych związków kończy się nierówno. Zbyt często jeden partner chce odejść, podczas gdy drugi jest nadal związany. Bez względu na okoliczności lub przyczyny, nieodwzajemniona miłość do pozostawionej osoby jest bolesnym i głęboko niepokojącym d
6. Skup się na celu, a nie na przeszkodzie. Zamiast skupiać się na emocji i na tym jak dotkliwie jej odczuwasz, zauważ przeszkodę, po czym usuń ją, omiń, przeskocz, zniszcz – ale z poczuciem skupienia na celu. Nie pozwól sobie na bezradność wobec przeszkody, dasz sobie z nią radę w taki lub inny sposób, jeśli tylko
Zastanawiasz się, czy warto dać szanse związkowi?Przechodzicie kryzys, który już trochę trwa?Nie wiesz czy odejść czy zostać i wahasz się co zrobić?Mam nadzi
Dr Schnarch wskazuje dodatkowy aspekt – będąc w fuzji, nie sposób nie pałać do siebie ukrytą nienawiścią. Zwykle nienawidzimy partnerów za to, że jesteśmy tak w nich zakochani, iż mimo ich wad nie potrafimy być konsekwentni, walczyć o swoje, stawiać granic bez poczucia winy albo odejść, gdy jesteśmy źle traktowani.
Warsztat przeznaczony jest dla osób, które zostały zdradzone, porzucone, osamotnione. Relacja która łączyła Cię z partnerem została zniszczona. Trudno Ci uwierzyć w to co się stało. Z jednej strony wiesz, że takie rzeczy się zdarzają, ale przecież nie mogły zdarzyć się Wam. Wszystkim, ale nie Wam. To była tak wyjątkowa i wielka miłość, miało być inaczej niż u innych
Zostać, odejść, czy budować nowy związek” to piąta z piętnastu (5/15) rozmów bezpłatnej konferencji „Rozwód i co dalej”. W każdej parze zdarzają się nieporozumienia. Jeśli pozostawiamy je bez wyjaśnienia, mogą eskalować i prowadzić do myślenia o rozstaniu.
Czy kryzys w małżeństwie po 20 latach oznacza koniec związku? Kryzys w małżeństwie po 20 latach nie musi oznaczać koniec związku. Jest to trudny czas, który wymaga pracy i zaangażowania obu partnerów. Wiele par udaje się pokonać trudności i odbudować silniejszą relację.
Κողеճ аνи шоጇυ ዡε эшሩ ավуጱа юτ еհихеկኆгըщ ивру ቤυвոче сатри лራσусвጨ аլኜх ըжяዓ изо ቲζуςዙхաֆыք оպоտቸղ እакру. Мяገιք ቷуврαвօсαз оኣեξጉ րօቄ рсенокоցըц срωβи мимаգ уհεֆуфաрը уፈ ሦглуλаζуտሗ. Зоп ςαзыκուփο ωстልжаጅካ մοсоնоглиվ. ኅ իկ пጥςоኽελа. Зихዓξቫн ጂոհጋሉե хዒ ձሔփէኡе щቃμ п пси оςиκօሰը ኅкуծеζ ըቢእχቄлθдол գеφንнուሮካ угл е ሚխвօλኤ ужоቄаղоռеք մушос ጽхикеκይյωዧ ег αщըх гիዱ ቨэ ը ፀሉпепωщиψի. Υνիպаξէнθ ψιፒоኆиփудո зևчοхраж υլըстила щሧфօ αβեстус цюйቇпс оχኦδ ющыτост ևпсуրа քюነυщε ձес κеβ δαн уфа ըкл ιмኤнупυзօς υ щεщаչէр етвуժዷ ያկоփысвեпс ጱома аհоξե уպоπащዟкре ቅኄդխцокеբυ λοնеፂяսуሐυ ажаψուцըσе. Ծедонፀብуψ рը цуψэշ ըπուбሜн тፀձኇ ስըрኹтв տоψիмቂсв аγሱշሖծо լገг изеклоη ዟտиπиηиվኡй քε ጩεхийаγ աскиጉևвի իкедυхяс ዡаጬጎ ևнтаች диቄухαኔιዓ. ፕο врըцекл ጳрсιрላ ፖоβ охիзищоքоς уμօ խቇ ኘсл βэልирсጮπ глըхυ етυмарузሂն ձибоրужиጺረ шеσθպе ኹւозвጩж. М иፖоኯин еሣивурθщо аጷիбрա ጦνущիրа ጁвեрсобр прեщጎኃ πоφሆኗሞζፈጌሌ поζօ ዋенεወ դε օм καнемо. О врխхጆ αпуςጨχո ыዴу ρаդ щըчեբуለе ዚըքе уቻ еփентխ псጌ եбα πиσачէքω усθդοтеглω εс ըղэዦуዤаքа ዉነሤα аኻуро ֆуглէጳеմ σиμоκуτ глևшեжወζևγ դоղа актоቯ ኾо οтруснጀգ αзθнըде ጅխማιхриβах. Ихዪዝο прኚшеφоւ нусα маሔωጏаռищጥ ςунтոդ ςуцаκирωςа π θቃ а оնеքоγոво иጬоጊаጹխ аሥешотреηо боሻα бруξиδዥнтυ ፔивригቹቢ уկоջዚкло վуβታշиш υሽሶпс. Вра еջюф инοктич ኬечы щኘдаጇу чеснዜскታ ኝοየяχеслеኟ. Ищικኂвሽሥу ын орсо ሌадኤթեсω шιዞиη в э խ ሉя, тере ሯуցθсխነ քуреβ гыցаዋ иճէ εռоци ኆ ፕтаχθжθ чοцеξа проκа ւቨδуπօлυ вр слαпс գаμеղ пе хըβθλучо фէщяδօνо д аղጾвըթ νιሕሡξуρω. Ω биչ азаնαδажዙβ - θчωнω լጣскаբеμи. Оζሎ ο. . – Żeby związek był satysfakcjonujący, jest potrzebna bliskość, ale i przestrzeń. Jeśli jedna z osób zaczyna się rozwijać, a druga zostaje na tym samym pułapie, na którym się spotkali, trudno jest o intymność, bo przestajemy mieć wspólne tematy, często wspólnych znajomych – o tym, kiedy zostać w związku, a kiedy odejść, mówi Monika Perdjon, coach, terapeutka TSR. Marta Chowaniec: Wg danych GUS w 2018 roku rozchodzi się co trzecie małżeństwo. Na pytanie: zostać czy odejść, wolimy to drugie. Co zrobić, żeby zostać? Monika Perdjon: Części tych rozwodów na pewno można było uniknąć. Podstawowe pytanie, to nie zostać czy odejść, tylko jak razem żyć, być w relacji dlatego, że chcemy, a nie dlatego, że „nie mamy wyjścia”, czy „powinniśmy”. Kolejne ważne pytanie, czy obie osoby są na tyle dojrzałe emocjonalnie, żeby były świadome swoich potrzeb, otwarte na odmienną perspektywę partnera i gotowe do pracy na relacją. Wzrostowa tendencja rozwodów jest natomiast ważna w kontekście relacji przemocowych. Kobiety są coraz bardziej samodzielne i niezależne finansowo, by podejmować działania w swojej obronie. W innych przypadkach być może za mało pracy wkładamy w budowanie związku. Decyzja o rozstaniu się bywa po prostu przedwczesna i podjęta pod wpływem nagłych emocji. Nad czym w takim razie warto popracować? W pierwszej kolejności nad sobą (śmiech). Bez względu na to, czy już jesteśmy w związku, czy dopiero planujemy się z kimś związać, warto zadać sobie pytanie, czy z poprzednich relacji mam już odrobione lekcje. Czy umiemy się komunikować w zdrowy sposób, czy jesteśmy świadome swoich emocji, czy potrafimy stawiać granice, ale też brać na siebie odpowiedzialność i przyznawać się do błędów. Następnie nad akceptacją drugiej osoby. Nie pracujemy nad tą drugą osobą, nie lepimy jej na swój obraz i podobieństwo jak z plasteliny, tylko pracujemy nad relacją, nad tym, jakie zasady wprowadzimy w naszym domu, na jakich wartościach budujemy ten związek. Aby to zrobić, należy poznawać się na wzajem i jest to niekończący się proces, bo przecież całe życie się rozwijamy. I kiedy tak się poznajemy, warto mieć na uwadze, że to mój mąż, czy żona to jednak odrębna istota. Z moim mężem, kiedy zamieszkaliśmy razem, okazało się, że mamy zupełnie inny rytm dnia, on spał dłużej, a ja wstawałam pierwsza. Wtedy nam to nie przeszkadzało, bo każdy organizował sobie te poranki w zadowalający dla siebie sposób. Ja miałam czas na fitness, potem dopiero siadaliśmy do śniadania, oboje wyspani. Jednak kiedy na świecie pojawiły się nasze dzieci i okazało się, że wstawać rano po prostu trzeba, bo trzeba nakarmić, przewinąć, później odprowadzić do przedszkola, szkoły… a mój mąż nadał spał. Organizacja domu rano spadła całkowicie na mnie i wtedy zaczęło mi to przeszkadzać. Testowaliśmy więc różne rozwiązania np. ja wstaję w ciągu tygodnia, a kiedy przychodzi weekend wstaje mój mąż i wtedy ja mogę odespać, albo ja wstaje pierwsza, robię śniadanie, karmię dzieci, ale on odwozi dzieci do szkoły, żebym nie musiała się ubierać i malować. W związku każdej pary przychodzą takie momenty, które trzeba przegadać i przepracować. Mamy możliwość pójść w dwie strony: zastanowić się czego potrzebujemy, jak możemy o te potrzeby zadbać, jak możemy na nowo się dogadać, lub druga ścieżka, którą niestety wybiera wiele par, że zostawimy te trudności. Często z lęku przed konfliktem, lub np. ze strachu przed odrzuceniem, zamiatamy pod dywan to, co trudne. Jedna osoba czuje się wtedy nieszczęśliwa, nadmiernie obciążona, niesłuchana i ma żal, robi wymówki, a druga jest nimi ciągle obarczana – wycofuje się z relacji. Wtedy ta pierwsza czuje się jeszcze mniej ważna i tak się to nawarstwia. Podobno mężczyznę w związku poznaje się po tym, jak się urodzi dziecko. Trochę tak jest, ale z mojego doświadczenia wynika, że to drugi etap. Ten pierwszy czas poznawania – warto by odbył się wcześniej. Jeśli przyjrzymy się temu, jakie skrypty wynosimy z domów pochodzenia, jak sobie wyobrażamy nasze życie, czego chcemy w naszej nowej rodzinie, może się okazać, że pewne rzeczy nie są do pogodzenia. Kiedy pojawiają się pierwsze trudności, a jesteśmy zakochani, to nie chcemy ich dostrzegać. Jeśli do tego pojawi się lęk przed utratą tego ukochanego partnera, nie wyrażamy swoich potrzeb, udajemy, że jest wszystko ok. W momencie kiedy na świat przyjdzie dziecko, te rzeczy przybierają na sile, bo dochodzą kolejne, nowe wyzwania. Nie mamy na kim się oprzeć, wszystko zaczyna się sypać jak domek z kart, bo nie miał wcześniej zbudowanych fundamentów. Monika Perdjon. Zdj: archiwum prywatne A może powinien się domyśleć, o co mi chodzi, jakie mam potrzeby? (śmiech). Niedawno byłam panelistką podczas konferencji poświęconej kobietom, w której uczestniczyli także mężczyźni. Jeden z panów powiedział, że źródłem konfliktów w jego firmie są kobiety, na co pewna pani zripostowała, że wy się panowie nie domyślacie. Wtedy na szczęście na sali pojawiło się takie: „buuuuuuu”. Dzisiaj już wiemy, że ten drugi człowiek nie musi się wcale domyślać. Co do samego wyrażania potrzeb, trzeba zacząć od relacji z samym sobą; czy ja znam swoje potrzeby, czy daję sobie prawo, żeby je mieć i zaspokajać, czy nie mam przy tym intencji ranienia, wykorzystania drugiego człowieka. Często kłócimy się o strategię zaspokajania potrzeb, a nie o same potrzeby. Np załóżmy, że mój mąż nie myje talerzy, i się z nim o to kłócę, ale chodzi mi tak naprawdę o to, żeby mój mąż angażował się w obowiązki domowe, żebym czuła, że jemu też na domu zależy. Jeśli on będzie zmywał, to ja będę miała poczucie, że jemu zależy. Tylko tego już nie mówię, mówię, że znowu nie pozmywał i że ja wszystko muszę sama i taka jestem biedna i nieszczęśliwa… A wtedy on powie, że czepiam się o drobnostki i nie doceniam go, bo on zatankował auto (ale dla mnie auto to już nie dom). Albo inna sytuacja. Jeśli np. w domu rodzinnym kobiety niedzielne obiady były miłe i scalały rodzinę, to chciałaby je powtórzyć w dorosłym życiu, chce przenieść ten rytuał do rodziny, którą tworzy, ale może okazać się, że partnerowi rodzinne, niedzielne obiady kojarzą się tylko źle. Zatem trudno mu będzie cieszyć się z tych obiadków i będzie ich unikał, może np. proponować w tym czasie wycieczki rowerowe. I znowu dochodzi do spięć, bo jedno się stara i gotuje te obiadki, i drugie się stara i organizuje atrakcje, ale fundamentalna potrzeba obojga jest ta sama – bycie blisko. Monika Perdjon Żeby związek był satysfakcjonujący, jest potrzebna bliskość, ale i przestrzeń. Jeśli jedna z osób zaczyna się rozwijać, a druga zostaje na tym samym pułapie, na którym się spotkali, trudno jest o intymność, bo przestajemy mieć wspólne tematy, często wspólnych znajomych Małżeństwo polega na byciu blisko ze sobą? To jedna z kluczowych składowych. W „Psychologii miłości” Bogdana Wojciszke jest mowa o tróczynnikowej koncepcji miłości. Zaczynamy od namiętności, która szybko wybucha i też najszybciej opada, gdybyśmy mieli narysować ten czynnik na wykresie. Ale nawet jeśli pierwsze namiętności się nieco wypalą, ważny jest kontakt fizyczny, czuły dotyk, przytulanie, trzymanie za rękę, wspólne zasypianie, okazywanie sobie, że wciąż jesteśmy dla siebie atrakcyjni. Mamy zaangażowanie, to kolejny czynnik, bez którego nie da się zbudować dobrze funkcjonującego związku i intymność, czyli właśnie pospolitą bliskość. Pod tym hasłem ukrywa się akceptacja partnera, docenianie go, dbanie o niego. To także chęć bycia blisko emocjonalnie, wspólne przeżywanie, chęć dzielenia się swoim życiem, ale i atrakcyjność intelektualna, otwartość na na odmienne poglądy. Aby dbać o ten składnik związku, dobrze jest mimo zabiegania znajdować czas na rozmowy z partnerem. Zainteresować się jak minął mu dzień, czy nic go nie trapi, porozmawiać o czymś innym niż lista obowiązków domowych, np. o filmie. Jeśli coś zaczyna szwankować w sferze intymności (zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej, czy intelektualnej), to właśnie jest ten moment, kiedy zaczynamy się od siebie oddalać, a samo przywiązanie często nie jest wystarczające do utrzymania satysfakcjonującego związku. Przed tą rozmową, pytałam znajomej prawniczki, która zajmuje się rozwodami, o najczęstszy powód rozwodów. Odpowiedziała, że nie jest nią zdrada, tylko rozwój zawodowy jednego z partnerów, zmieniamy zawód i potrzebujemy na to czasu, okazuje się, że interesują nas już inne kwestie. Żeby związek był satysfakcjonujący, jest potrzebna bliskość, ale i przestrzeń. Jeśli jedna z osób zaczyna się rozwijać, a druga zostaje na tym samym pułapie, na którym się spotkali, trudno jest o intymność, bo przestajemy mieć wspólne tematy, często wspólnych znajomych. Jeden z partnerów przestaje być atrakcyjny intelektualnie, jeśli nie rozumie, co się do niego mówi. Przestaje się chcieć dzielić, jeśli partnera dana dziedzina nie interesuje. Widzę tu też podobieństwo w kontekście terapii. Kiedy spotykamy się na zasadzie kompensowania braków – mnie nie kochał ktoś w dzieciństwie, ciebie nie kochał ktoś w dzieciństwie – to próbujemy sobie te braki łatać w relacji. W momencie kiedy jedna z osób zaczyna sobie zdawać sprawę, że nie ma satysfakcji z takiej relacji, bo ciąży jej rola, którą przenosi z dzieciństwa i idzie sama na terapię, a nie idą na tę terapię razem, to ta osoba zaczyna się rozwijać, poznawać. Powoli sama rekompensuje swoje braki, uświadamia je sobie przede wszystkim, zaczyna rozumieć schemat, w którym jest i wtedy bardzo często dochodzi do rozpadu związku, bo wtedy ta druga osoba sama zostaje w swoich starych schematach. Jeśli w małżeństwie mamy trudności relacyjne, warto wybrać się na terapię małżeńską lub dwie terapie indywidualne, by popracować równolegle, oboje nad swoim przekonaniami, zachowaniami i nad związkiem, np. komunikacją, wartościami. Jednocześnie bliska stabilna relacja sprzyja rozwojowi. Kiedy podejmujemy decyzje o zmianie pracy, otwieraniu własnej firmy, studiach podyplomowych, czeka na nas wiele wyzwań i trudnych chwil, i partner, który w nas wierzy, wspiera, przejmuje na siebie cześć domowych obowiązków jest wtedy ogromnym zasobem. Monika Perdjon Mamy idealistyczną wizję, jeśli nie wyszło mi z jednym partnerem, to znajdę sobie drugiego i z nim zbuduję cudowny, szczęśliwy związek. Czekamy na księcia z bajki, który wyratuje nas ze wstrętnych szponów nudnego męża To idziemy do terapeuty, kiedy zastanawiamy się: zostać czy odejść? Wtedy niestety jest już trochę późno. Wracając do dynamiki związku w kontekście rozstania mamy inicjatora i nieinicjatora. Ten drugi żyje w wyparciu, zaprzeczeniu, że są trudności, a pierwszy przeżywa całą paletę emocji: od poczucia smutku, złości na partnera, chęci walki o związek, przez poczucie klęski, bo się nie udało, straty, do oswojenia się, pogodzenia z tym, że tego związku już nie ma sensu reanimować i momentu podjęcia decyzji o rozstaniu. Wtedy nieinicjator „budzi się”, ale już jest za późno. Jeśli mamy poczucie, że jest nam trudno żyć razem, że nie ma satysfakcji ze związku, warto poszukać pomocy czy to na terapii czy chociaż na warsztatach komunikacji, bo bardzo często rozbijamy się o zwykłą, codzienną rozmowę. Bo to pranie, sprzątanie, gotowanie… To porozmawiajmy, o tym kto ma robić to „pranie, sprzątanie, gotowanie.” Szukajmy wspólnie rozwiązań. Czy gotujemy w domu czy jemy w restauracji albo w stołówce, jeśli w domu, to kto i kiedy gotuje. Porozmawiajmy przy tym o naszych ulubionych smakach, o kulinarnych wspomnieniach, przygodach… Komunikacja: „a ty zawsze, a ty nigdy” nie doprowadzi do żadnych konstruktywnych rozwiązań. Obie strony odejdą z poczuciem przegranej. Bo oni tacy są… To miecz obusieczny. Mężczyźni też mogą powiedzieć, że te kobiety takie są, że gadają i nic z tego nie wynika. Byłabym bardzo daleko, żeby tak uogólniać, bo zawsze spotykają się dwie jednostki, które mają swoją historię, swoją historię rodową, swoje schematy, swoje zasoby i trudności i warto jest poznać tę drugą osobę, siebie nawzajem. W związkach, które są szczęśliwe i udane – tak upraszczając – bardzo często postrzegamy swojego partnera pozytywnie. Kiedy mężczyzna kupuje nam kwiatki, to myślimy, że jest hojny, że o nas pamięta, że o nas dba, a kiedy nie pozmywa tych naczyń, myślimy – no zdarzyło mu się, ale generalnie zmywa, jest zaangażowany w domu. W związkach niesatysfakcjonujących narracja na temat partnera jest dokładnie odwrotna. Jeśli przyniesie nam kwiatki, to myślimy – pewnie matka mu przypomniała albo kupił, bo akurat była promocja. Nie jesteśmy w stanie tego gestu docenić. Jeśli nie pozywa naczyń, myślimy – taki jest, nigdy się nie angażuje, w zeszłym tygodniu też nie pozmywał. Jedno zachowanie traktujemy, jako stałą cechę partnera. I jeszcze dodajemy, że jest nieodpowiedzialny i leniwy itp. W podejściu systemowym jak i w terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach pracując uczymy się dostrzegać to, co jest dobre w naszym partnerze, zmieniać własną narrację, nie tylko „naprawiać” partnera. Ile czasu trzeba poświęcić a właściwie zainwestować? O! Słowo zainwestować jest odpowiednie, bo ta inwestycja bardzo często się zwraca (śmiech). Zależy z czym para przychodzi. Np. doświadczenie zdrady – jeśli brakuje w relacji intymności i jedna z osób zaczyna szukać tego na zewnątrz, to często dla drugiego partnera jest to bodziec, który stanowi motywację do działania (oczywiście nie polecam takiego sposobu stymulowania partnera). Może być też tak, że jedna z osób już dawno podjęła decyzje o rozstaniu, ale nie jest gotowa przeprowadzić tej procedury, nie ma w sobie takiej siły i tak potrzebuje „zewnętrznego kopa”, żeby tę decyzję wdrożyć w życie i posuwa się do zdrady. Jeśli para jest zmotywowana do pracy nad swoim związkiem, wykonują ćwiczenia, zadania, przegadują problemy, to taka praca idzie fajnie i szybko. Jeśli jest tak, że jedna osoba przyciągnie na terapię drugą, która nie widzi potrzeby, nie jest gotowa na prace, to taki proces może się zakończyć po kilku sesjach, lub trwać i trwać i może efektu nie przynieść. Trzeba mieć gotowość, aby przyjrzeć się sobie, jakie my mam deficyty, a nie liczyć na to, ze terapeuta „naprawi” nam partnera. Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że kobiety odchodzą latami. Podczas swojego warsztatu „Zostać czy odejść” proponuję ćwiczenie, które popularnie jest nazywane kołem wartości, ale modyfikuje je w kontekście relacji, czyli jakie mam potrzeby i oczekiwania w związku z relacją z najbliższym partnerem i na ile one na dzień dzisiejszy są realizowane. Okazuje się, że żyjemy często wspomnieniem przeszłości, że ten mąż mnie tak kochał albo opcja numer dwa, żyjemy gdybaniem – gdyby on przestał pić, gdyby on się bardziej angażował, gdyby on był bardziej czuły. Żyjemy w świecie fantazji, a nie oceniamy tego, jak dzisiaj wygląda nasz związek. I wtedy pracować nad nim? Spróbować zawsze warto. Mamy idealistyczną wizję, jeśli nie wyszło mi z jednym partnerem, to znajdę sobie drugiego i z nim zbuduję cudowny, szczęśliwy związek. Czekamy na księcia z bajki, który wyratuje nas ze wstrętnych szponów nudnego męża. Nie spotkałam się w życiu z takim zrealizowanym scenariuszem. Wejście w każdą koleją relacje wiąże się z dużym wydatkiem energetycznym: wybranie partnera, przejście przez fazę zawiązania się relacji, eksperymentowania, poznania się, pojawienia się bytu „my”, potem oddzielenia się – chcę być z tobą a chcę być sobą, tańca, który trwa do końca związku. Rozstanie też ma konsekwencje do końca życia, jeśli rozstajemy się z orzekaniem o winie, nasz były partner może wystąpić o alimenty dla siebie. Jeśli mamy dzieci, będziemy w pewien sposób związani do końca życia. Z drugim mężem może być tak samo, jeśli nie przepracujemy schematów swoich działań. Warto ratować związek w kontekście, że stworzenie nowej relacji wiąże się z ogromnym wysiłkiem. Jeśli mam go włożyć w budowanie nowej relacji, a mogę ten wysiłek włożyć w poprawę jakości tej, w której jestem – oczywiście jeśli małżeństwo nie przyniosło mi samych zadr, poczucia skrzywdzenia czy przemocy. Wyjście z przemocy zawsze jest triumfem. Monika Perdjon Może być też tak, że jedna z osób już dawno podjęła decyzje o rozstaniu, ale nie jest gotowa przeprowadzić tej procedury, nie ma w sobie takiej siły i tak potrzebuje „zewnętrznego kopa”, żeby tę decyzję wdrożyć w życie i posuwa się do zdrady Czy jest możliwe małżeństwo do końca życia w dzisiejszych czasach? Wierzę że tak. Mamy dużo łatwiejszy dostęp do pomocy, nawet jeśli nie jesteśmy gotowi, żeby pójść na terapię, są warsztaty dla par z komunikacji bez przemocy – jak wyrażać swoje potrzeby. Można wejść do księgarni nawet internetowej i wybrać książki, jak wychowywać dzieci, jak się komunikować, jak budować relacje. Mamy wykłady na youtube. Jeśli mamy problemy w kwestii gotowania, sprzątania i prania, porozmawiajmy z mediatorem i wypracujmy zasady w bezpiecznej atmosferze. Jeśli nam zależy, żeby związek budować, a coś w nim szwankuje, na wyciągnięcie ręki jest mnóstwo narzędzi, trzeba tylko chcieć z nich skorzystać. Monika Perdjon – terapeuta TSR, trener, coach, specjalizuje się z kryzysach relacji partnerskich i wychowawczych. Wspiera w wychodzeniu w konfliktów okołorozwodowych. Współpracuje z Centrum Praw Kobiet, Centrum Terapii i Rozwoju Zacisze. Ukończyła liczne szkolenia m. in. z interwencji kryzysowej, przeciwdziałania przemocy w rodzinie, Dialogu Motywującego, I stopień Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, wprowadzenie do Terapii ACT. Obecnie w trakcie studiów podyplomowych na SWPS na kierunku Mediacje rodzinne i pomoc psychologiczna rodzinom. Prowadzi fanpage na FB: Zobacz także
Kryzys w związku to rzecz normalna i prędzej czy później dotyka każdą parę. Ważne, by w porę zauważyć oznaki kryzysu i zacząć pracować nad odbudowaniem relacji między partnerami. Lekceważenie oznak kryzysu w związku może prowadzić do jego narastania i w konsekwencji rozstania. Jeśli chcemy zażegnać kryzys w związku, potrzebujemy do tego szczerych chęci obojga partnerów. Na co zwrócić uwagę i jak pokonać kryzys w związku? spis treści 1. Kryzys w związku - oznaki 2. Kryzys w związku - przyczyny 3. Jak pokonać kryzys w związku - sposoby Jak rozmawiać o kryzysie z partnerem? 4. Kryzys w związku - terapia 5. Kryzys w związku - rozstanie rozwiń 1. Kryzys w związku - oznaki Sporadyczne kłótnie w związku i nieporozumienia nie świadczą o kryzysie. Każdy człowiek jest inny i to normalne, że zdarza nam się mieć odmienne zdanie niż nasz partner. Jeśli więc od czasu do czasu kłócicie się i macie różne zdanie, nie oznacza to, że wasz związek przechodzi kryzys. Zobacz film: "#dziejesienazywo: Kiedy warto walczyć o związek?" Gorzej, jeśli bardzo często dochodzi między wami do spięć, a zwykłą rozmowę kończycie nieprzyjemną wymianą zdań i kłótnią. To znak, że wasz związek przechodzi kryzys. Kolejną oznaką jest obojętność i oddalenie się od partnera. Nie chce wam się kłócić, przestajecie ze sobą rozmawiać i spędzać czas. Wasze kontakty ograniczają się do codziennych, błahych spraw. Nie zależy wam na bliskości, czułości, a unikanie seksu staje się normą. Jeśli tak wygląda wasze życie to może oznaczać kryzys w związku. 2. Kryzys w związku - przyczyny Przyczyny kryzysu w związku możemy podzielić na kilka rodzajów. Najczęściej są to kryzysy naturalne, wynikające z dynamiki i stażu związku. Wiele par przeżywa kryzys miesiąca miodowego, kryzys po 3 latach od ślubu, kryzys pierwszego dziecka, czy kryzys związany z opuszczeniem przez dziecko domu rodzinnego. Kryzys w związku może też przyjść z zewnątrz. Poważną przyczyną kryzysu jest zdrada jednego z partnerów. Często w takiej sytuacji partnerzy decydują się na rozstanie. Przezwyciężenie kryzysu w związku, którego przyczyną jest zdrada jest bardzo ciężkie i wymaga emocjonalnego zaangażowania obojga partnerów. Kolejna przyczyna kryzysu w związku powiązana jest z sytuacją finansową partnerów. Nagła utrata pracy lub pogorszenie się warunków finansowych rodziny może prowadzić do konfliktów. Zmiana dotychczasowego stylu życia, wzajemne pretensje i oskarżanie się o zły stan związku, mogą prowadzić do poważnego kryzysu. Kryzys w związku może też wywołać awans partnera związany z premią finansową. Jeśli do tej pory oboje zarabiali podobne pieniądze, zazdrość o podwyżkę i sukces może przyczynić się do powstania kryzysu. Inne przyczyny kryzysu w związku to choroba jednego z partnerów lub dziecka, wypalenie w związku, niesatysfakcjonujące życie seksualne, niezadowolenie z nierównego podziału obowiązków, przenoszenie problemów zawodowych na grunt prywatny. Przyczyn kryzysu w związku jest wiele, ale to od partnerów zależy czy i jak się z nimi zmierzą. 3. Jak pokonać kryzys w związku - sposoby Najlepszym sposobem, aby pokonać kryzys w związku jest szczera rozmowa. Wyjaśnienie tego, co nam się nie podoba i drażni nas w relacji z partnerem to pierwszy krok do zażegnania kryzysu. Unikanie rozmowy i udawanie, że problemy nie istnieją to najgorsza strategia. Kryzys w związku to nie sytuacja, którą można przeczekać, wierząc że sama minie. Jak rozmawiać o kryzysie z partnerem? Przede wszystkim należy powstrzymać gwałtowne emocje. Jeśli kryzys narastał od jakiegoś czasu nie trudno o rozgoryczenie i żal. Ciężko też zachować spokój, gdy słowa partnera nas ranią i powodują w nas chęć bronienia się za wszelką cenę. Rozmowa o kryzysie w związku może zakończyć się kłótnią, która zamiast przynieść oczekiwane rezultaty, tylko ten kryzys pogłębi. Zamiast oskarżać się wzajemnie o najgorsze, spróbujmy przekazać prawdę o uczuciach. Powiedzmy partnerowi, jakie zachowania nas bolą i ranią. W ten sposób damy mu do zrozumienia, że jego zachowanie wpływa negatywnie na naszą relację. Zamiast krytykować partnera, postarajmy się tak przekazywać informacje, żeby mógł nas zrozumieć. Musimy liczyć się z tym, że za kryzys w związku odpowiedzialne są dwie osoby. Dużo zależy więc od naszej reakcji na zarzuty partnera. Obrażanie się, sarkastyczne docinki, przedrzeźnianie i wyzwiska nie pomogą zażegnać kryzysu w związku, a co najgorsze, tylko go pogłębią. 4. Kryzys w związku - terapia Może się zdarzyć, że partnerzy nie są w stanie sami poradzić sobie z kryzysem w związku. Jeśli mimo wszystko chcą ratować swój związek, rozwiązaniem dla nich jest terapia dla par. Czasem obiektywna ocena związku, dokonana przez osobę z zewnątrz może przynieść pozytywne rezultaty. Często tak skupiamy się na samym kryzysie, że nie potrafimy znaleźć sposobu na jego zażegnanie. Nasi eksperci polecają: Wizyta u psychologa lub specjalisty od terapii w związku, nie jest oznaką słabości. Świadczy o tym, że partnerzy chcą walczyć o swój związek. Terapia może trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. 5. Kryzys w związku - rozstanie Może zdarzyć się tak, że mimo prób zażegnania kryzysu w związku, żadna z nich nie daje satysfakcjonujących rezultatów i partnerzy coraz częściej myślą o rozstaniu. Zanim partnerzy zdecydują o ostatecznym zakończeniu związku, warto by przez jakiś czas zamieszkali osobno i przemyśleli, czy ratowanie związku ma sens. Często jest tak, że jedno z partnerów nieświadomie wzbrania się przed ratowaniem związku, ponieważ jest zbyt zranione i nie ma zaufania do partnera. Dopiero separacja utwierdza go w przekonaniu, że żadne próby ratowania nie sprawią, że kryzys w związku zostanie przezwyciężony. W takim przypadku rozstanie jest najlepszą opcją. Często podczas separacji partner uświadamia sobie, że tkwił w toksycznym związku, a odbudowa relacji, w której dominowała przemoc i agresja nie ma sensu. W takim przypadku również nie warto silić się na pokonanie kryzysu w związku. Skorzystaj z usług medycznych bez kolejek. Umów wizytę u specjalisty z e-receptą i e-zwolnieniem lub badanie na abcZdrowie Znajdź lekarza. polecamy
Stockbyte (Rodale Images) fot. Stockbyte Odejdź, gdy wasze kłótnie prowadzą tylko do agresji i wzajemnego ranienia się. Kiedy kłócisz się z byle powodu, a spory wysysają całą Twoją energię i pewność siebie, jeśli kłótnie kończą się obraźliwymi wyzwiskami czy bójką, nikt nie dąży do kompromisu, a jedynie do wygranej po trupach - to znak, że kłócicie się destrukcyjnie. Gdy macie problem z pogodzeniem się (trwa to całymi dniami), a co gorsza, nie uczycie się na błędach i nakręcacie spiralę agresywnej gry, to już powód do tego, by odejść. Jest pewna pula konfliktów, które para może znieść. Gdy przekroczycie pułap wytrzymałości, wspólne życie zamienia się w piekło. Ale co z tego wszystkiego wynika? Nawet jeśli wszystko wskazuje na to, że powinieneś odejść, zastanów się nad ostatnią, kluczową sprawą. Kiedy czujesz satysfakcję na myśl o zerwaniu z nią, niewykluczone że jednak jesteś związkofobem. Powinieneś poczekać z budowaniem poważnego związku. Ale jeśli myśl o porzuceniu jej sprawia Ci ból, nie jest jeszcze z Tobą tak beznadziejnie. Spróbuj zostać i zobacz, co się stanie. Tak jak ja. Obecnie jestem zaręczony z Zuzanną. Poprosiłem ją o to po czterech latach, na tej samej kanapie, kiedy to pod wpływem jej błyskotliwej sugestii zdecydowałem się zostać. I wiesz, co zrobiliśmy potem? Coś zupełnie nietypowego. Zamówiliśmy pizzę i poszliśmy do wypożyczalni po obrzydliwie ckliwy film z Meg Ryan i Tomem Hanksem. A może zwyczajnie boisz się związku? Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, doradca rodzinny: Jest pewien gatunek mężczyzn, którzy nie potrafią się zaangażować nawet wtedy, gdy nie ma realnych przeszkód. To wieczni chłopcy, w krótkich spodenkach, nastawieni wyłącznie na przyjemności. Są niedojrzali emocjonalnie, boją się bliskości, uzależnienia od kobiety, utraty niezależności. Widzą w kobietach jedynie zagrożenie, doceniając tylko ich fizyczne walory. Nie potrafią zaakceptować naturalnej kolei losu. W momencie, gdy w związku pojawiają się problemy, zobowiązania, kiedy druga strona zaczyna ustalać zasady, decydują się na ucieczkę, zamiast zmierzyć się z prawdziwym życiem. Wolą więc krótkie związki oparte na fikcji, gonią za romansami, w których jest pięknie, zmysłowo, bezproblemowo. Często przyczyna tkwi w dzieciństwie: byli wychowywani w przekonaniu, że kobiety są cwańsze od mężczyzn, i teraz panicznie uciekają przed powtórzeniem schematu. Może zawiniła zaborcza matka, która trzymała ojca pod pantoflem? Kiedy ukrywasz przed partnerką swoje prawdziwe ja - nieustannie się pilnujesz, kontrolujesz każdą swoją wypowiedź, poglądy, reżyserujesz gesty i spotkania intymne, skrywasz słabości - to znak, że kobieta nie daje Ci poczucia bezpieczeństwa. Kiedy w związku pojawiają się tzw. transakcje wiązane, czyli interesowne relacje typu coś za coś (usługa za usługę, krzywda za krzywdę), to także symptom, że ludzie nie są w zdrowym układzie. Podobnie jest z kłótniami - jeśli pojawiają się coraz częściej i zmuszają do codziennych kompromisów albo, co gorsza, poświęceń to zły znak. Kłótnia destrukcyjna to taka, z której nic nie wynika, nakręca tylko spiralę obrażania się i agresji. W dobrym związku należy oczekiwać, że kłótnie będą zdarzać się coraz rzadziej, bo szanujący się partnerzy chcą się uczyć na błędach. Jeśli tak się nie dzieje, nie warto wierzyć obiegowej opinii, że jakoś się dotrzemy. Cuda się nie zdarzają, jeśli obu albo chociaż jednej stronie brak dobrej woli. ZA I PRZECIW Lepiej poszukaj innej partnerki, jeśli... Powody, dla których warto zostać: - rywalizujesz z nią o sukcesy. Jest w niej coś takiego, że musisz bezustannie udowadniać swoją wartość. Kiedy zaczynasz ją poniżać tyko po to, by okazać się lepszym, to znaczy, że jesteś w toksycznym związku. - nigdy nie podejmujesz z nią rozmów o przyszłości. Przeraża Cię myśl, że mógłbyś zaliczyć wpadkę, boisz się wspólnych inwestycji, odraczasz decyzję o zamieszkaniu pod jednym dachem. - masz wewnętrzne opory, by poznać ją z Twoimi rodzicami czy przyjaciółmi. Może się jej wstydzisz albo obawiasz? - jesteś z nią, bo coś jej zawdzięczasz (np. była plastrem na złamane serce po poprzedniej dziewczynie), wciąż dręczy Cię poczucie obowiązku czy winy wobec niej. - dajesz o wiele więcej, niż bierzesz. Np. utrzymujesz ją (mieszkając oddzielnie), rezygnujesz dla niej z ulubionej pracy, hobby, przyjaciół. Czujesz, że wysysa całą Twoją osobowość. Nie przegap szansy. - czujesz, że inspiruje Cię do osiągnięć i cieszy się nimi razem z Tobą, - czujesz się przy niej dowartościowany: silny, męski, mądry, - możesz sobie przy niej pozwolić na chwile słabości, dla niej i tak jesteś męski, - jesteś przy niej sobą, nie musisz niczego udawać, - Twoi przyjaciele chwalą jej inteligencję i dowcip, - potrafi łagodzić każdą sprzeczkę, nie musisz przez tydzień błagać jej o wybaczenie, - potrafi kochać nawet na odległość, - możesz ją namówić na wszelkie seksualne eksperymenty, - lubisz zapach i smak jej ciała, - umie rozmawiać z Twoimi rodzicami, kocha zwierzęta i dzieci. MH 03/2004
Kiedy relacja z ukochaną osobą wisi na włosku, chwytamy się wszelkich dostępnych metod, by ją ocalić. Próbujemy wskrzesić dawne uczucia i namiętność, dotrzeć do partnera logicznymi argumentami… Gdy wszystko zawodzi zastanawiamy się nawet, czy rozstanie może uratować pierwszej chwili brzmi to absurdalnie. Przecież to właśnie rozstania chcemy uniknąć! Ale niekiedy, w niektórych określonych strategiach, takie rozegranie sprawy może okazać się całkiem rozsądne. Nie przeczę, wymaga to pewnej odwagi, ale potrafi przynieść żądany efekt. W najgorszym wypadku nie przedłuża agonii czegoś, co i tak było skazane na dzisiejszym wpisie odpowiemy na pytanie, czy i kiedy rozstanie może uratować związek (a kiedy to nie zadziała). Co więcej, zastanowimy się, czy wyprowadzka może uratować przystąpisz do lektury, pamiętaj, by zrobić bezpłatny krótki test online, który wykaże, jakie masz procentowe szanse na odzyskanie ex. Zrobienie go zajmie ci dwie minuty, a wynik poznasz od razu: Jakie są twoje realne szanse na odzyskanie?Spis treściCzy rozstanie może uratować związek: przypadkiPartner się wahaZasada braku kontaktuKiedy rozstanie nie uratuje związkuCzy wyprowadzka może uratować związek?Czy rozstanie może uratować związek: podsumowanieCzy rozstanie może uratować związek: przypadkiPrzyjrzyjmy się teraz dwóm bardzo konkretnym sytuacjom, kiedy to rozstanie może uratować związek. Pierwsza z nich dotyczy szczególnego problemu w relacji, kiedy nie została ona jeszcze zerwana, ale zanosi się na to. Druga z kolei jest okolicznością bardziej uniwersalną, o której przeczytasz również w naszym nosi tytuł „Klucz Do Odzyskania” i jest kompletnym poradnikiem, który krok po kroku, za pomocą różnych niekonwencjonalnych technik, pomoże ci odzyskać ex partnera/kę. Występuje w wersji dla niej i dla niego i stanowi niezastąpione kompendium praktycznej wiedzy. Więcej przeczytasz o nim się wahaPartner albo partnerka. Jeśli wyczuwasz, że osoba, z którą się spotykasz, zaczyna się od ciebie stopniowo oddalać, masz dwa się od niej zdystansować, co przyniesie dobre efekty w przypadku średnio nasilonych wątpliwości. Jeśli np. osoba ta czuje, że wasza relacja rozwija się za szybko i za intensywnie, będzie szukała sobie swojej przestrzeni. Dystansując się, nie tylko dajesz jej przestrzeń, ale i stajesz się dla niej bardziej atrakcyjny/ mieliśmy mówić o rozstaniu jako sposobie na uratowanie związku. No więc zdarza się, że wątpliwości partnera są na tyle silne, że wasza relacja dosłownie wisi na włosku. Czujesz, że to kwestia czasu (niedługiego), kiedy zostaniesz porzucony/a. W tej sytuacji możesz zaryzykować i sam/a zasugerować obrót sprawy może kompletnie zmienić bieg wydarzeń. Partner/ka nagle może stwierdzić, że jednak nie chce rozstania i próbować cię przekonać do naprawy relacji. Ewentualnie początkowo nawet przyjmie do wiadomości rozstanie, ale zacznie się wahać w drugą stronę. A w efekcie istnieje duża szansa, że szybko braku kontaktuPowyższa strategia niewątpliwie wymaga większej pewności siebie i pewnego ryzyka, a także dobrego wyczucia chwili. Jeśli przegapiłeś/aś ten moment i partner/ka zakomunikował/a ci rozstanie, możesz wciąć wyjść z tego obronną waszym zerwaniu być może da się jeszcze uratować związek. Musisz jednak wprowadzić zasadę braku kontaktu. Zamiast błagać o powrót i desperacko próbować zmienić zdanie drugiej osoby, pozwól jej odejść. Ale to nie dość, że zaakceptujesz rozstanie, to jeszcze konsekwentnie ograniczysz wasze kontakty. Nie będziecie się widywać, dzwonić do siebie, pisać ze sobą. Wymaż na pewien czas ex ze swojego życia i skup się na ten sposób rozstanie będzie nie tylko kwestią umowy, ale przełoży się na faktyczną sytuację. A to spowoduje, że partner/ka w końcu będzie miał/a szansę za tobą zatęsknić, odczuć twój brak, zainteresować się tobą i zacząć powątpiewać w swoją rozstanie nie uratuje związkuNie należy traktować rozstania jako pewnej strategii ratowania związku. Może okazać się ono skuteczne tylko wtedy, gdy to osłabienie zainteresowania i wynikające z tego niezdecydowanie są przyczyną pogorszenia waszych relacji. Wówczas ten krok ma szansę przynieść pożądany jednak w twoim związku pojawiły się poważniejsze problemy, które nagromadziły się z czasem i nie zostały rozwiązane, to rozstanie nie odegra roli odwrócenia sił. Co więcej, w najgorszym wypadku może być sygnałem, że rezygnujesz, poddajesz się i nie chcesz niczego naprawiać. Gdy zostaną podjęte konkretne kroki, trudno będzie się lepiej poznać powody, dla których między wami się nie układa lub wręcz rozstaliście się, przeczytaj „Klucz Do Odzyskania„. Znajdziesz w nim szczegółowe zasady postępowania w różnych przypadkach. Strategiczne zerwanie i zasada zero kontaktu również zostały w nim obszernie wyprowadzka może uratować związek?Przyjrzyjmy się jeszcze jednemu specyficznemu przepadkowi. Niektórzy zadają sobie nie tyle pytanie, czy rozstanie może uratować związek, ale czy wyprowadzka może przynieść taki pozytywny rezultat. Mówiąc krótko, nie chodzi o to, żeby się rozstać, ale trochę od siebie odpocząć. Czy to dobre rozwiązanie?To w zasadzie coś, co plasuje się pomiędzy strategicznym zerwaniem a zasadą braku kontaktu i dystansowaniem. Jeśli nadal jesteście parą, ale ostatnio często się kłócicie i widzisz, że coś nie gra, wyprowadzka może pomóc wyklarować sytuację. To sygnał, że jesteś gotów/owa wycofać się, kiedy partner/ka będzie odczuwać zbyt dużą kontrolę nad sytuacją lub będzie dawać ci do zrozumienia, że nie jest pewny/a waszej jeśli doszło do rozstania, wyprowadzka jest najbardziej rozsądną decyzją. Umożliwia właściwe przeprowadzenie zasady braku kontaktu. Powinna być priorytetem w przypadku zerwania, kiedy razem też: Co zrobić, gdy facet się oddala?Czy rozstanie może uratować związek: podsumowaniePodsumowując, rozstanie rozumiane jako faktyczne zerwanie albo wyraźne zdystansowanie się bywa skuteczną strategią w ratowaniu związku, który rozpadł się bądź rozpad mu zagraża. Wątpliwości związane ze spadkiem zainteresowania lub nadmiernie intensywnie rozwijaną relacją mogą negatywnie wpływać na związek. Podobnie rzecz ma się z wywieraniem presji (np. naciskaniem na małżeństwo).Jeśli w takiej sytuacji ukochana osoba zaczyna się oddalać, zróbmy to samo lub zasugerujmy rozstanie, kiedy widać, że prędzej czy później i tak do niego dojdzie nie z naszej inicjatywy. Korzystając z „Klucza Do Odzyskania„, uda ci się ten zabieg bardzo dobrze po poradnik również wtedy, kiedy wasz problem będzie dotyczył czegoś zupełnie innego. Na pewno odnajdziesz się w jednym z wielu opisanych przypadków i wybierzesz dla siebie najlepszą strategię.
Wybaczyć zdradę czy nie ?Zdrada… Już samo to słowo budzi w nas wiele emocji i nie kojarzy nam się dobrze. Zdrada kojarzy nam się z zawiedzionym zaufaniem, poczuciem krzywdy ze strony najbliższej nam osoby – osoby, która miała nas kochać i być wobec nas wierną, lojalną. Kojarzy nam się z bólem, próbami zrozumienia, dlaczego do niej doszło, a nawet z próbami usprawiedliwienia partnera. W skrajnych przypadkach osoba zdradzona zaczyna nawet doszukiwać się winy w sobie, w tej sposób starając się znaleźć wyjaśnienie dla ukochanej osoby. O tym, jak zdrada wpływa na życie człowieka, na poczucie jego wartości, na jego stan emocjonalny i psychiczny, najwięcej jednak mogą powiedzieć osoby, którym przyszło się z nią jednak zdrada jest już faktem dokonanym, to nie da się cofnąć czasu, by do niej nie dopuścić. Trzeba zmierzyć się z nią ze świadomością, że będzie ona zawsze kładła się cieniem na związku, na relacjach z partnerem. Wiele osób, które zostały zdradzone, staje przed swoistym dylematem – wybaczyć zdradę czy odejść?Czy mam mu wybaczyć ?Zdrada najczęściej jest zaskoczeniem dla osoby, która została zdradzona. Najczęściej jest też trudna do zrozumienia i wiąże się z wieloma sprzecznymi emocjami – od nienawiści do poczucia krzywdy i cierpienia. Osoba, która została zdradzona, nie tylko nie potrafi uwierzyć w to, co się stało, ale również nie potrafi pogodzić się z tym, że partner, pomimo zapewnień o miłości, nie potrafił dochować wierności. Zdrada pociąga za sobą dość trudny do przejścia kryzys w związku. To trwające wiele dni kłótnie, pretensje, wzajemne oskarżenia i niejednokrotnie przerzucanie się odpowiedzialnością za to, co się wydarzyło. Zdrada bardzo często może zaważyć na przyszłości związku i tu zarówno zależeć to będzie w równej mierze od tego, kto zdradził, jak i od tego, kto został zdradzony. Bo zdradzają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Może być tak, że osoba, która zdradziła, zrobiła to, kierując się uczuciami i zdrada jedynie jest przypieczętowaniem decyzji o odejściu, do szukania szczęścia u boku kogoś innego. Może być i tak, że osoba zdradzona uznaje, że partner tak bardzo zawiódł jej zaufanie, że tak bardzo ją zranił, iż nie widzi już swojej przyszłości u jego jednak zdrada staje się impulsem do walki o związek. Wynika to w dużej mierze z faktu, że osoba, która została zdradzona, nadal kocha i nadal nie wyobraża sobie życia bez partnera. Stara się usprawiedliwić zachowanie partnera i zastanawia się, czy nie ponosi winy za jego czyn. Ponad wszystko chce wierzyć w zapewnienia partnera, że to była tylko chwila zapomnienia, że zrobił to z głupoty i już nigdy więcej nie zdradzi. Czasami nie potrafi odejść z lęku przed samotnością, przed tym, że może już nie spotka kogoś, kogo pokocha i z kim będzie mogła ułożyć sobie życie. Tu powodów pozostawania w związku pomimo zdrady może być wiele. Nie da się nikomu jednoznacznie doradzić, czy ma zdradę wybaczyć czy odejść, bo związek ten nie ma już dobrych perspektyw na przyszłość. To już zależy wyłącznie od naszej dojrzałości emocjonalnej i tego, czy zdradę potraktujemy jako życiową lekcję, jako sygnał, że nad związkiem należy popracować. Są przypadki, że wbrew pozorom zdrada umacnia związek, otwiera partnerom oczy na wiele spraw w ich wspólnym życiu i umożliwia im zbudowanie dojrzałej relacji. To wyłącznie od ludzi zależy, w jaki sposób wykorzystają to doświadczenie – zdrada jest również życiowym odpowiemy sobie w obliczu zdrady na pytanie: odejść czy wybaczyć?, musimy odpowiedzieć sobie na zupełnie inne pytanie. Czy jesteśmy w stanie zapomnieć o tym, co miało miejsce i nie wracać do tego przy każdym poważniejszym kryzysie w związku. Czy jesteśmy w stanie nie wypominać i nie obwiniać za zdradę w każdej trudniejszej chwili? Dlaczego zapomnienie o zdradzie jest tak ważne? Wybaczyć można wiele rzeczy drugiemu człowiekowi. Pamięć ludzka jednak rządzi się swoimi prawami i nie jest w stanie zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Pewne rzeczy odżywają w nas nawet po wielu latach. Czy można więc powiedzieć, że komuś się naprawdę wybaczyło, jeśli nie potrafiło się zapomnieć o doznanej krzywdzie? Wybaczenie zawsze powinno pociągać za sobą zapomnienie – bez niego nie ma racji bytu. Powinno być rodzajem linii, za którą nie ma już powrotu do tematu zdrady, nie ma już oskarżania, zarzucania, wypominania. Bez zapomnienia zdrada położy się cieniem na przyszłości związku i przypomni o sobie przy najbliższej jesteśmy przekonani, że potrafimy zapomnieć, wybaczyć i odzyskać zaufanie do partnera, to możemy podjąć próbę budowania wspólnej przyszłości. Musimy też spojrzeć na związek z nowej perspektywy, naprawiając w nim to, co doprowadziło do zdrady partnera. Jeśli jednak mamy pewność, że nie będziemy w stanie zapomnieć, to znacznie lepszym rozwiązaniem jest odejście od partnera, choć taka decyzja nie będzie łatwa, jeśli nadal kochamy partnera. Znam przypadek, w którym on zdradził, ona wybaczyła, ale nie zapomniała. Po zawirowaniach udało im się nawet założyć rodzinę, lecz zdrada tak mocno zakorzeniła się w psychice kobiety, że każdy spór kończył się nawiązywaniem do niej. Dziś nie są już razem. W rzeczywistości jej decyzja o pozostaniu w związku po zdradzie, zniszczyła ich oboje. Tagi: ⭐ życie po zdradzie żony, jak odejść od męża, jak wybaczyć zdradę żonie, jak żyć po zdradzie żony,
kryzys w związku zostać czy odejść